piątek, 30 listopada 2007

Fotyga: Sikorski zachowuje się niestosownie

Szefowa Kancelarii Prezydenta Anna Fotyga powiedziała w piątek, że nie wyobraża sobie, aby minister spraw zagranicznych w jakimkolwiek kraju odmówił spotkania z prezydentem w wyznaczonym czasie. Według niej, szef MSZ Radosław Sikorski "zachowuje się niestosownie".

Chodzi o zaproszenie, jakie na czwartek prezydent Lech Kaczyński wystosował dla Sikorskiego. Szef MSZ nie zjawił się w Pałacu Prezydenckim, tłumacząc to budżetowym posiedzeniem rządu.

"Długie miesiące (jako szefowa MSZ) rozmawiałam ze swoimi odpowiednikami i nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek minister spraw zagranicznych, w którymkolwiek z demokratycznych państwa, a w niedemokratycznych tym bardziej, odmówił spotkania z prezydentem w wyznaczonym czasie, z głową państwa w ogóle. To jest po prostu niewyobrażalne" - powiedziała Fotyga w radiowych "Sygnałach Dnia".

Odnosząc się do zapewnień Sikorskiego, że jest gotów do spotkania z prezydentem i czeka na nowy termin, Fotyga stwierdziła, że "to nie Radosław Sikorski dyktuje terminy prezydentowi".

"Trzeba znać swoje miejsce" - dodała.

Na pytanie, czy będzie ponowne zaproszenie, czy też Pałac Prezydencki oczekuje najpierw przeprosin, szefowa Kancelarii Prezydenta powiedziała, że decyzja należy do Lecha Kaczyńskiego.

"To jest sprawa pana prezydenta. A jeśli chodzi o pana ministra Sikorskiego, to myślę, że powinien siąść, zdystansować się i pozwolić sobie na dłuższą refleksję na temat swojego zachowania, bo zachowuje się niestosowanie" - stwierdziła Fotyga.

Zapytana, czy to, że nie doszło do spotkania Sikorskiego z prezydentem, to był znak ze strony obozu rządowego i rodzaj prowokacji, odpowiedziała, że tak.

"Ponieważ w obronie pana ministra Sikorskiego odezwał się również pan premier Tusk, który powiedział, że jego nieobecność była konsultowana z premierem, więc tym bardziej ma to bardzo szczególny wymiar" - powiedziała Fotyga.

Na pytanie, jak prezydent odebrał tę sprawę odparła, że podobnie jak ona. "Bo sprawa przez każdego, jak sądzę, powinna być podobnie odebrana" - oceniła Fotyga.

Według niej, obecny rząd "czyni znaczące ustępstwa, głębokie ukłony za granicą, jednocześnie z dużą arogancją, taką publiczną, medialną arogancją wobec głowy własnego państwa". "To jest obniżanie autorytetu państwa" - oświadczyła Fotyga.

Kancelaria Prezydenta podała w czwartek, że Lech Kaczyński zaprosił ministra spraw zagranicznych na spotkanie, ale ten odmówił. Minister w Kancelarii Prezydenta Michał Kamiński, stwierdził w czwartek, że Sikorski odmówił spotkania z prezydentem i przysłał faks w tej sprawie w czwartek 3 minuty po wyznaczonej godzinie - o godz. 16.03.

Sikorski wyjaśniał, że nie mógł przybyć w wyznaczonym terminie, bo w tym czasie odbywało się nieformalne posiedzenie rządu poświęcone budżetowi na 2008 r. Według niego, zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego trafiło do MSZ w środę, gdy on przebywał w USA. Sikorski powiedział, że szef jego sekretariatu kilkakrotnie tego dnia kontaktował się z Kancelarią Prezydenta zapowiadając, że Sikorski nie będzie mógł przybyć w proponowanym terminie i prosząc o wyznaczenie nowego.

Sam Sikorski po powrocie w czwartek do Polski, wysłał do Kancelarii Prezydenta pismo, w którym podziękował za zaproszenie, poinformował, że nie może stawić się w Pałacu Prezydenckim w proponowanym terminie i poprosił o wyznaczenie nowego.

MSWiA o europejskim numerze alarmowym

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji chce przekonać KE do wycofania skargi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie europejskiego numeru telefonicznego - poinformował w piątek resort.

Komisja Europejska pozwała w środę Polskę i Łotwę do Trybunału Sprawiedliwości UE za opóźnienia we właściwym wprowadzaniu unijnych przepisów telekomunikacyjnych dot. jednego europejskiego numeru alarmowego 112.

W swoim oświadczeniu Komisja napisała, że w Polsce i na Łotwie "informacje o miejscu przebywania osoby dzwoniącej na numer alarmowy 112 z telefonów komórkowych nadal nie są udostępniane służbom ratowniczym". Uniemożliwia to służbom szybkie dotarcie na miejsce wypadku i udzielenie pomocy.

"Obywatele europejscy podróżujący do innych krajów Unii, zarówno w celach turystycznych, jak i służbowych, muszą mieć pewność, że po wybraniu numeru alarmowego zostaną zlokalizowani przez służby ratunkowe" - powiedziała unijna komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego i mediów Viviane Reding. Jak dodała, w większości państw członkowskich ten system działa sprawnie.

Jak poinformowało ministerstwo w piątkowym komunikacie, celem prowadzonych obecnie przez MSWiA intensywnych prac jest przyjęcie w jak najszybszym czasie rozwiązania pozwalającego na pełny dostęp odpowiednich służb do informacji o lokalizacji osoby korzystającej z numeru alarmowego 112.

Jak powiedziała Wiola Paprocka z MSWiA, w przyszłym tygodniu, po rozmowach z operatorami komórkowymi, będzie gotowy plan tymczasowego rozwiązania problemu linii 112.

Tymczasowe rozwiązanie ma polegać na tym, że operatorzy w centrach obsługujących numer alarmowy 112 będą mieli wgląd do danych sieci telekomunikacyjnych. Potrzebne jest porozumienie między MSWiA a operatorami komórkowymi.

Tusk: moja władza będzie tańsza

Moja władza będzie pod każdym względem tańsza niż Jarosława Kaczyńskiego - oświadczył w piątek w Wilnie premier Donald Tusk. Zapowiedział, że pod jego rządami mniej pieniędzy będzie wydawanych na ochronę, samoloty i "dziesiątki innych spraw".

Przy okazji piątkowej wizyty na Litwie dziennikarze pytali premiera, czy zamierza w swoje podróże zagraniczne latać samolotem rządowym czy raczej samolotami rejsowymi tak, jak planuje to zrobić w przyszły wtorek, udając się do Brukseli.

Tusk odparł, że będzie korzystał zarówno z samolotu rządowego, jak i rejsowych. "To nie jest z mojej strony jakieś szczególne poświęcenie, dobrze się stało, że mieliśmy okazję dzisiaj razem lecieć samolotem rządowym. Jak widzicie państwo komfort lotu tym samolotem nie odbiega od komfortu lotem samolotem rejsowym" - powiedział premier.

Szef rządu dodał, że chciałby wprowadzać taką tradycję, by - "tam gdzie jest to możliwe, gdzie jest to tańsze" - przedstawiciele rządu, także on, korzystali z normalnych rejsowych lotów. "Nie zawsze jest to możliwe ze względu na częstotliwość lotów" - przyznał Tusk.

"Propagandą" podróże Tuska rejsowymi samolotami nazwał były premier Jarosław Kaczyński. "Wszystkie kraje, nawet małe jak np. Litwa, mają samoloty rządowe. To czysta propaganda, że się z tego rezygnuje, chyba że Donald Tusk obawia się do nich wsiadać, bo mają one swoje lata. To wtedy oznacza, że trochę mu serca brak do rządzenia" - dodał J. Kaczyński.

Tusk odparł, że loty samolotami rejsowymi mają spowodować oszczędności. Jak dodał, bardzo szybko jego władza będzie oszczędniejsza także przez to, że będzie jej po prostu mniej "w sensie ilości etatowych biurokratów".

W ocenie premiera, opozycję dzisiaj drażni to, że PO "mówiła prawdę" i że deklaracje tańszego państwa "realizuje od ręki". "Naprawdę mój rząd będzie rządem, który nie będzie wydawał niepotrzebnych złotówek" - zapewnił premier. Jak dodał, będzie w tym "do bólu konsekwentny".

Odnosząc się do krytycznych wypowiedzi J. Kaczyńskiego pod swoim adresem, zaapelował do swoich partnerów z PO i PSL oraz dziennikarzy o wyrozumiałość. Jak mówił, J. Kaczyński "nie ma najlepszego okresu w tej chwili", "czasami nerwy mu puszczają", dlatego też należałoby "spuścić zasłonę milczenia".

Tusk wyraził nadzieję, że gdy emocje opadną, prezes PiS "przestanie mówić takie rzeczy".

Tusk z pierwszą wizytą zagraniczną

Premier Donald Tusk przybył w piątek rano do Wilna. To pierwsza wizyta zagraniczna nowego szefa rządu.

Tusk spotka się z prezydentem Litwy Valdasem Adamkusem, wspólnie z premierem Gediminasem Kirkilasem będzie przewodniczył polsko- litewskim rozmowom plenarnym.

Ma też rozmawiać z przewodniczącym litewskiego Sejmu Viktorasem Muntianasem.

W Domu Kultury Polskiej spotka się m.in. ze studentami wileńskiej filii Uniwersytetu w Białymstoku. Będzie też rozmawiał z liderami organizacji polskich na Litwie i z liderami opozycyjnej konserwatywnej partii Związek Ojczyzny: Andriusem Kubiliusem i Emanuelisem Zingerisem.

Na cmentarzu na Rossie premier złoży kwiaty przy grobie, w którym pochowane jest serce marszałka Józefa Piłsudskiego oraz jego matka, a także przy grobie ojca niepodległości litewskiej Jonasa Basanavicziusa.

Należy się spodziewać, że podczas wizyty zostaną omówione wspólne projekty energetyczne i infrastrukturalne, przede wszystkim kwestie budowy polsko-litewskiego mostu energetycznego (połączenia systemów energetycznych obu krajów), nowej elektrowni atomowej w Ignalinie, a także budowy tras "Via Baltica" i "Rail Baltica".

Strona litewska liczy na to, że po zmianie władzy w Polsce dojdzie do podpisania porozumienia o utworzeniu polsko-litewskiego przedsiębiorstwa ds. budowy mostu energetycznego.

Porozumienie to miało być podpisane 29 października. Jednak w zamian za podpisanie tego dokumentu strona polska zażądała 1000- 1200 megawatów mocy z nowej elektrowni w Ignalinie. Strona litewska twierdzi natomiast, że na razie takich obietnic złożyć nie może, gdyż nie jest jeszcze znana moc przyszłej siłowni.

Nowa ignalińska siłownia w miejscu likwidowanej ma być zbudowana w 2015 r. Ma to być wspólny projekt Litwy, Łotwy, Estonii i Polski. Natomiast most energetyczny z litewskiego miasta Alitus (Olita) do polskiego Ełku ma powstać do 2012 roku.

Rosja: "Nasi" wietrzą spisek

Na dwa dni przed parlamentarnymi wyborami w Rosji w jednej z moskiewskich drukarni na zlecenie sterowanego z Kremla ugrupowania młodzieżowego "Nasi" drukowana jest ulotka ogłaszająca triumf Władimira Putina i oskarżająca opozycję o spisek.

Informację o ulotce przekazało w piątek wieczorem radio Echo Moskwy. Potwierdziła ją sekretarz prasowa "naszystów" Kristina Potupczik, która jednak odmówiła wszelkich komentarzy.

"2 grudnia wybraliśmy prezydenta Putina na narodowego lidera Rosji" - obwieszcza ulotka. "Prezydent i jego partia zwyciężyli przytłaczającym rezultatem" - dodaje.

Pod tym komunikatem umieszczono wizerunek Putina i informację o sukcesach jego prezydentury.

"Nasi" nie tylko ogłaszają zwycięstwo Putina, lecz także apelują o wyjście w dniach 3-6 grudnia na ulice, aby je obronić przed "zdrajcami", czyli - jak piszą - liderami koalicji Inna Rosja, Garrim Kasparowem ze Zjednoczonego Frontu Obywatelskiego (OGF), Eduardem Limonowem z Partii Narodowo-Bolszewickiej (PNB) i Borysem Niemcowem z Sojuszu Sił Prawicy (SPS).

Atak na przywódców opozycji znajduje się na odwrotnej stronie ulotki. "Naszyści" oświadczają, że Kasparow, Limonow i Niemcow nie przyjmują do wiadomości zwycięstwa Putina i między 3 a 6 grudnia spróbują zająć place i budynki, by przez zamieszki odebrać narodowi zwycięstwo.

"USA miały inny plan. Chciały, żeby zwyciężyli zdrajcy i złodzieje: amerykański obywatel Kasparow, faszysta Limonow i sprawca wyprzedaży kraju Niemcow. Nie zgadzają się ze zwycięstwem prezydenta. Zdrajcy bardzo pragną odzyskać władzę, by zawrócić Rosję do bezprawia i oligarchii lat 90.; by znów umożliwić bandytom i złodziejom łupienie kraj, sprzedaż za bezcen na Zachód naszej ropy i gazu" - piszą "Nasi".

W ocenie byłego doradcy Putina ds. ekonomicznych Andrieja Iłłarionowa obecna kampania wyborcza w Rosji zaczyna przypominać tę z 1937 roku w ZSRR, a także kampanię wyborczą do Reichstagu w 1933 roku.

Portugalia: Strajk w szkołach, sądach i szpitalach

Strajk płacowy pracowników państwowych w Portugalii spowodował w piątek odwołanie zajęć szkolnych, wizyt lekarskich i posiedzeń sądów i zawieszenie wywózki śmieci.

Związki zawodowe zrzeszające około 500 tys. pracowników państwowych nie zgadzają się na podwyżkę płac o 2,1 procent w przyszłym roku.

Domagają się podwyżek w wysokości 3,5-5,8 procent, przewyższających obecną stopę inflacji, która wynosi 3 procent.

W ramach protestu część placówek funkcjonuje ze zmniejszoną liczbą personelu, inne całkowicie zwiesiły na czas strajku swoją działalność.

Szpitale państwowej służby zdrowia odwołały część wyznaczonych wizyt i zabiegów, sądy - część posiedzeń. Dezorganizacji uległa wywózka śmieci.

Socjalistyczny rząd Portugalii mówi, że musi ograniczyć wydatki, by zmniejszyć deficyt budżetowy, wynoszący obecnie 3 procent PKB.

Polak najlepszym pływakiem w Europie

Mateusz Sawrymowicz otrzymał prestiżowy tytuł europejskiego pływaka roku przyznawany przez magazyn "Swimming World". Mistrz świata na 1500 m został wyróżniony za zdetronizowanie Australii, której zawodnicy przez 16 lat z rzędu byli najlepsi na świecie na tym dystansie.

W głosowaniu Sawrymowicz wyprzedził Włocha Filippo Magniniego oraz Szweda Stefana Nystranda.

"Bardzo się cieszę, że Mateusz został dostrzeżony przez tak znakomite, cenione pismo. Zauważono jego duży postęp, talent i to, że ma szansę olimpijską. Wyprzedził znakomitych pływaków i to bardzo cieszy - jestem dumny, że trenuję tak znakomitego zawodnika" - ocenił w rozmowie z trener Mirosław Drozd.

"Nie chciałbym oceniać jego szans na igrzyskach. Konkurencja bardzo mocno pracuje i ta olimpiada będzie trudna. Mamy dokładne plany przygotowań, ciężko trenujemy. Przeciwnicy jednak nie próżnują" - dodał.

Trzecie miejsce wśród kobiet wywalczyła Otylia Jędrzejczak, która przed dwoma laty była najlepszą zawodniczką Europy. Tym razem polska mistrzyni musiała ustąpić Francuzce Laure Manaudou oraz Szwedce Therese Alshammar.

W głosowaniu na pływaka roku jednogłośnie triumfował Amerykanin Michael Phelps przed swoimi rodakami Ryanem Lochtem i Aaronem Peirsolem. Z kolei wśród kobiet pierwsza okazała się Manaudou, druga była Amerykanka Katie Hoff, a trzecia -Australijka Libby Lenton.